Ogłoszenia parafialne

Teraz możesz dodać naszą grupę do swojego profilu na facebooku!
Zapraszamy na admajners forum.
Doceńcie nasze wysiłki w komentarzach pod postami!

sobota, 30 stycznia 2010

Obrazki z Torunia



Bar dla kotów, ciekawa sprawa.

















Napis w zoologicznym. Jak najbardziej na miejscu.




















Dom, w którym mieszka Szatan. Polecam odsłuchać utwór na youtube, mnie on głęboko poruszył.

Jak to było z Panią Lucynką?

Czyli fantazje prof. ZW... Metafora opisująca parlamentarną i pozaparlamentarną kontrolę konstytucyjności prawa rozwinęła się w całą historię. Profesor opowiadał nam o studentce, pani Lucynce, która w piękny słoneczny poranek jedzie swoją błękitną lancią kappą na wykład z prawa konstytucyjnego... Słońce świeci, z głośników leci ulubiona Cesaria Evora i pani Lucynka mimowolnie wciska gaz do dechy i pędzi setką po terenie zabudowanym - w tym momencie zawodzi kontrola parlamentarna. Jadący z naprzeciwka przykładowy pan Zbigniew miga światełkiem, żeby zwrócić pani Lucynce uwagę i to jest owa kontrola pozaparlamentarna. Nasza bohaterka jednak nie przyhamowuje i dalej pędzi, urzeczona piękną pogodą i muzyką. W tym momencie zza zakrętu wyłaniają się - cytuję - chłopcy-radarowcy, którzy zatrzymują Lucynkę, ale że jest ona piękną, z nogami do samej szyi blondynką, brunetką czy też szatanką (o przepraszam, szatynką), kończy się na pouczeniu.




Historia numer dwa. Prof. ZW przyszedł na wizytację do "swoich prawników" (swoją drogą boli mnie ta dyskryminacja administracji) i siedząc z tyłu, obserwował ludzi z laptopami. Oczywiście panie miały pootwierane edytory tekstu, ale pan siedzący tuż przed profesorem przez cały wykład oglądał w necie damską bieliznę, "myśląc zapewne o zbliżających się walentynkach albo o imieninach dziewczyny czy też narzeczonej... Jakieś takie biustonosze, takie, hm, nie wiem, jak to się nazywa, pończochy samonośne, co prawda bardzo ładne i pobudzające, ale raczej nie na miejscu..."

Potem na tym samym wykładzie: "System partyjny jest to układ stosunków... Haha, widzą państwo, jak bardzo zseksualizowany jest język prawniczy."

/tekst:Buba, grafika i muzyka:MaterA

środa, 27 stycznia 2010

Czy wam też TBIA kojarzy się z "rozmowami w toku"? Nudne to, banalne i do niczego nie prowadzące. Nawet D.S jakoś dziwnie przypomina Ewę Drzyzgę.

Jak to kiedyś rzekła Bubu, L.M. jest naszym wydziałowym Housem.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Egzamin z historii administracji, część kolejna.

Historia administracji, prof. Z.N:
'Jak poseł Kłopotek zostanie prezydentem Bydgoszczy - gratuluję mieszkańcom Bydgoszczy - to dopiero będą mieli podatki.'
'Prezydent miał być od ściskania, przypinania i całowania.' (Polskie reformy po 45')
'Z pani Kempy to jest taki prawnik, jak z państwa absolwenci seminarium duchownego
.'

Jak wiecie kończy nam się semestr, wobec czego postanowiłyśmy przeanalizować wasze gusta i wybrać najlepszego pod względem tekstów wykładowcę.
Zapraszamy do głosowania w ankiecie!

E... egzamin?

Komiks narysowany ostatnio na technikach biurowych z okazji egzaminu z historii administracji. Dziś termin zerowy, mam nadzieję, że ominie mnie niewątpliwa przyjemność przystąpienia do ustnego, a jeśli zdam tę zerówkę, to chyba pójdę na kolanach do Radia Maryja.


wtorek, 19 stycznia 2010

Anna Przybylska - wzór seksu wg N.

Historia administracji, prof. Z.N:
'Modniejsze jest sprawdzenie, gdzie Wałęsa sikał, a gdzie nie, bo to przynajmniej można opublikować.' (nt. prac naukowych)
'Tam była swoboda, wolność i wiadomo.' (o Galicji)
'Nie jestem sadystą. Nie pokłóciłem się z żoną.' (nt. naszego egzaminu)
'Gdzie dwóch Polaków, tam trzy poglądy muszą być.' (ktoś chce opracować przysłowie dla Ś.?)

Niedosłownie zapisana tajemna wiedza N.:
'- Czas z nim zerwać współpracę! - powiedział Piłsudski - Tymczasowa Rada Stanu to kwiatek do kożucha.'
'Można iść zobaczyć nasze forty. Byle nie teraz, bo tam bezdomni siedzą i można dostać w dziób, jak nie mają dobrego humoru, ale jak mają dobry humor to można jabola od nich dostać.'

O niesprawiedliwości jaka dotknęła Polski naród.
'[Zaborcy(?)] rabunkowo wycinali polskie lasy.'

'Puszczano niektóre polskie formacje wojskowe na pierwszą linię frontu na misję samobójczą!'

[Lost. Zagubieni w historii administracji. Dystrybutor: UMK Reżyseria: N. Odcinek: 1157]

POZAP, dr M.Ś:
Kiedy Ś. prosi o ryzę papieru dziekana, ten mu odpowiada "Pieniędzy Ci nie urodzę przecież."
Ś. odróżnia dwa rodzaje żołnierzy, tych którzy siedzą w sztabie i marnieją oraz tych "opalonych, jędrnych, biegających sobie po poligonie".

Im dalej w las, tym więcej drzew

W tytule notki mowa o dziwnych rzeczach, które odkrywamy w toku nauki. Najpierw jednak tradycyjne rysunki i cytaty.

Konflikt pionów instytucji, część pierwsza:









POZAP, dr. MŚ:
"Jak dobrze pójdzie, to spotkamy się na piątym roku, wy trochę starsi, a ja wciąż taki sam."
"No i kto mi tę sympatyczną różową świnkę podłożył?"
"Pamiętacie czasy, jak wracaliście z przedszkola i płakaliście babci w mankiet: babciu, a oni nie chcą się ze mną bawić."
"Bussiness is bussiness, jak powiedział Winnetou."

Ekonomia, dr WM:
"Zakładamy oczywiście, że am w kuchni dwa magiczne otwory i jak przyłożę rękę, to z jednego wylatują jabłka, a z drugiego pomarańcze"

Konflikt pionów instytucji, część druga:









A wracając do tematu... Od mamy bodajże słyszałam, jak dwie dziewczyny uczyły się z weterynarii. Ryją, ryją, i nagle jedna czyta: "Krowa czuje się ogólnie rozbita i ma bóle śledziony promieniujące na obojczyk." Kiwają głową ze zrozumieniem, a po chwili patrzą na siebie i... wtf?
No bo niby skąd można wiedzieć, że krowa czuje się ogólnie rozbita? Nie wiem co prawda, gdzie krowa ma śledzionę, ale promieniowanie bólu ze śledziony na obojczyk też wydaje mi się mocno podejrzane...

Wczoraj spotkała mnie podobna sytuacja. Czytam jedyny słuszny podręcznik do prawoznawstwa i w pewnym momencie natykam się na tekst: "Luka intra legem występuje, gdy sformułowanie przepisu jest zbyt kauczukowe."




No rozumiem, że chodzi o przepis zbyt elastyczny, ale skąd mu się wziął ten kauczuk? Normalnie hydrozagadka.

sobota, 16 stycznia 2010

Procrastination Tales

Co to jest prokrastynacja? Dobre usprawiedliwienie na nieuctwo!



Polecam filmiki na youtube spod hasła: procrastination.

czwartek, 14 stycznia 2010

Przygody konstytucji plus kilka przepisów


















Dziś będzie trochę o przepisach prawnych. Zainteresowała mnie sławetna ustawa o zbiorze truskawek (kto chodzi na ćwiczenia z prawoznawstwa, ten wie) - rzecz jasna nie istnieje coś takiego, znalazłam tylko stosowne rozporządzenie Komisji Europejskiej.













Uciekł Wam kiedyś rój? Mnie też nie, ale gdyby spotkała nas kiedykolwiek ta niewątpliwa przykrość, zawsze możemy powołać się na art. 182 kodeksu cywilnego... I'm lovin' it:

§ 1. Rój pszczół staje się niczyim, jeżeli właściciel nie odszukał go przed upływem trzech dni od dnia wyrojenia. Właścicielowi wolno w pościgu za rojem wejść na cudzy grunt, powinien jednak naprawić wynikłą stąd szkodę.
§ 2. Jeżeli rój osiadł w cudzym ulu nie zajętym, właściciel może domagać się wydania roju za zwrotem kosztów.
§ 3. Jeżeli rój osiadł w cudzym ulu zajętym, staje się on własnością tego, czyją własnością był rój, który się w ulu znajdował. Dotychczasowemu właścicielowi nie przysługuje w tym wypadku roszczenie z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia.

Niestety zgodnie z komentarzem E.Gniewka nie możemy wchodzić wszędzie gdzie chcemy pod pretekstem poszukiwania roju, innymi słowy musimy mieć go cały czas na oku.











Również kwestie owoców spadających z drzewa zostały uregulowane przez kodeks cywilny:

Art. 148. Owoce spadłe z drzewa lub krzewu na grunt sąsiedni stanowią jego pożytki. Przepisu tego nie stosuje się, gdy grunt sąsiedni jest przeznaczony na użytek publiczny.

Tak więc teraz bez wyrzutów sumienia możemy delektować się owocami pracy sąsiada, o ile gałęzie jego drzewek zwieszają się nad naszą działką.

P.S. A tutaj macie sławetnego lexa. To jak, decydujecie się na kupno? ;>

niedziela, 10 stycznia 2010

Czarny humor czy tylko przypadek?

Zapewne niejeden z nas wchodził na stronę MZK w celu sprawdzenia rozkładu jazdy.Dzisiaj znalazłam swoją ulubioną linię nr 0. Podejrzewam, ze niejeden z nas się nia przejedzie pierwszy i ostatni raz w życiu po sesji. Niestety jeździ ona tylko w niedziele i święta.

Oczywiście MZK już od progu mami nas nowymi tramwajami (patrz góra strony), które były dla mnie jakąś namiastką większego miasta, dopóki nie zorientowałam się, że jeździ taki tylko jeden-dwa. W 2013 roku mamy się cieszyć nową nitką tramwajową pod sam uniwerek, ale czy tego dożyjemy?

Najbardziej irytujące postacie literackie - ranking

Obcując z literaturą, chcąc nie chcąc natykamy się na postacie, które mimo jak najlepszych intencji autora czynią lekturę stresującą. Co ciekawe, najczęściej nie są to postacie negatywne, a czasami wręcz przeciwnie - raczej szlachetne czy wręcz kryształowe. Poniżej przedstawiam mój prywatny, ściśle subiektywny ranking tego typu bohaterów.

Bella Swan - cielę. "Skłonność do pakowania się w kłopoty" jest chyba signum specificum bohaterów młodzieżowych powieści, ale kolejne wypadki odbierają Belli właściwość psychologicznego prawdopodobieństwa. Ponadto opisy przeżyć, kiedy to bohaterka stara się usilnie udawać, że wszystko jest ok, ale oczywiście "jest raczej kiepską aktorką i Charlie może się czegoś domyślać", "stara się kierować swoje myśli na inne tory" i miewa dziwne fizyczne objawy, budują obraz skupionej na sobie egzaltowanej wariatki.

Sonia Marmieładowa - cielę. Niby zaradna życiowo [obleśny rechot], ale przy tym tak niestrudzenie dobra, szlachetna, delikatna i targana przeciwnościami losu, że aż zbiera się na mdłości. Profesor ZN przeprowadził wśród studentek ankietę, z której wynikło, że zdecydowana większość nie udałaby się za swoim facetem na Sybir, by dzielić z nim niedolę. Ja też bym nie pojechała. Sonia pojechała, tracąc przy tym wszelkie prawa obywatelskie, nie mówiąc już o jakimkolwiek zabezpieczeniu finansowym czy tym podobnym pierdołach, którymi romantyczne eteryczne istotki nie zawracają sobie szczególnie głowy.

Kordian - cielę. Nie muszę chyba komentować, starczy scena, gdy nasz bohater stoi pod sypialnią cara przed planowanym zamachem i przeżywa dylematy egzystencjalne, aż cała akcja kończy się niepowodzeniem.

Zosia z "Pana Tadeusza" - na dobrą sprawę jest to postać tak nijaka, że nie ma nawet kiedy wkurzyć czytelnika. Sam Tadeusz też zresztą nie należy do szczególnie wyrazistych, może powinni wziąć rutinoscorbin?

Cezary Baryka - główna postać miotana jak chorągiewka na wietrze przez wszystkie pozostałe, niestety mimo niewątpliwej szlachetności jego męskie zwierzęce popędy zwyciężają nad czystym chłopięcym umysłem, a biedactwo nic nie może na to poradzić (chlip, chlip). Posiada klona w postaci Zenona Ziembiewicza z "Granicy".

Do kategorii cieląt zaliczymy z urzędu także Antonię z "Mnicha" Lewisa, Stefcię Rudecką z "Trędowatej" oraz, rzecz jasna, Wertera - ale cóż, specyfika gatunku i epoki. Jedźmy dalej...

Cała rodzina Borejków Musierowiczowej ze szczególnym uwzględnieniem Ignacego (leniwy, bezużyteczny i nieżyciowy truteń domowy, nieuleczalny snob i bufon) oraz Gabrieli (wiecie, dlaczego ona nie może iść do fryzjera? - bo oni wszyscy są ponad to, mają ważniejsze sprawy na głowie, a dbanie o siebie świadczy o pustocie umysłowej). Pomijam fakt, że nie wiadomo specjalnie, z czego oni wszyscy się utrzymują, no i rzecz jasna wszyscy łącznie z małoletnimi dziećmi słuchają oper i czytają Senekę.

Lady Chatterley - to jej pożądanie, och ach, a wszystko to z przyczyny jakiegoś wioskowego przygłupa, którego jedynym atutem jest posiadanie pary jaj... Sceny erotyczne i ogólnie wszystkie kontakty między dwojgiem bohaterów mdłe i smutne do obrzydliwości.

Iwan vel Van z powieści Nabokova "Ada albo żar" - rozpuszczony, amoralny, pozujący na wielkiego dekadenta, nieskażony pracą zarobkową ani normalnym życiem. Geniusz niemający w życiu innych problemów niż kazirodczy związek oraz fakt, że nikt nie chce czytać jego książek. W mordę mu.

Jednak mój absolutny namber łan to ten bezimienny frajer z "Głodu" Hamsuna. Snuje się to to przez całą książkę, smęci, marudzi, umiera, przy czym ani przez sekundę nie rozważa możliwości udania się gdzieś po pomoc, nie mówiąc już o podjęciu jakiejkolwiek pracy poza pisaniem artykułów (a swoją drogą ciekawe, co on tam takiego pisze, że płacą mu za to od ręki - sądząc po rozmemłanym stanie umysłu, raczej nic sensownego). Cierpi na permanentny PMS, sraczkę emocjonalną, ślepnie i łysieje.


Komentować mogą już wszyscy, nawet nie posiadając konta google, trzeba tylko trochę poczekać na moderację. Proszę o przedstawianie swoich kandydatur :D

środa, 6 stycznia 2010

Historia administracji i inne






















Szczerze mówiąc, to przeraża mnie ten przedmiot, a raczej egzamin z niego i perspektywa nauki o tych wszystkich durnych radach i guberniach, same wykłady są bowiem całkiem przyjemne i ciekawe. Kolejna porcja cytatów...

Prof. ZN:
"O urzędnikach rosyjskich można wszystko powiedzieć, tylko nie to, że byli dobrzy, to znaczy byli dobrzy, ale w piciu wódki."
"W 1817 powołano w Wielkim Księstwie Poznańskim Ministerstwo Kultu - gdyby było w Polsce, to ojciec dyrektor byłby ministrem."
"W Polsce szlachta z szabelkami na konikach na sejmiki jeździła, a w Prusach był absolutyzm, czyli dziób w kubeł."
"Raczyński popełnił samobójstwo w sposób, w jaki dziś już nikomu się nie uda, a mianowicie usiadł w fotelu i nakazał lokajowi, by ten odstrzelił mu łeb z armaty."
"Oni obradowali raz jako organ centralny, a raz lokalny, tak jak na przykład trzech studentów, którzy raz się zbierają jako towarzystwo wzajemnej adoracji alkoholowej, a raz jako klub fanów Moniki Belucci. Skład ten sam, tylko kompetencje inne."

Dowiedziałam się także, czym jest prawo Parkinsona. Coś mi się zdaje, że na studiach występuje ono równie powszechnie, co w biurokracji.

A teraz jeszcze prawoznawstwo. Tych, których nie było, informuję, że profesor puścił listę ^_^ Ponadto zrobił nam wesoły żarcik, informując, że nas policzy i porówna z listą, czego w końcu nie zrobił. Cytaty:
"Niech te nygusy mają minusy"
"To, że sędzia jest niezależny, nie znaczy, że on nie jest normalnym pracownikiem, sędzia też może dostać wytyk, jeżeli np. przychodzi pijany albo się opieprza..."
Była jeszcze historia gościa, który wiecznie nosił golfy i kaptury, aż okazało się, że przez trzy lata studiowania prawa ściągał poprzez wysokiej klasy sprzęt elektro. W końcu ludzie się wkurzyli i donieśli na niego. I komentarz prof. LM:
"To jest chamstwo, z tym trzeba walczyć na śmierć i życie!"